Dobrzy ludzie są wśród nas?
Ostatnie
dramatyczne poszukiwania dziadka mojego męża, który wyszedł sam z
domu, a choruje na demencję, zaowocowały przemyśleniami w temacie
ludzkiej empatii i chęci niesienia pomocy. A wnioski - zaskakujące.
Kiedy
biegałam po różnych punktach, które wpadły mi do głowy, jako
prawdopodobne miejsca jego odwiedzin - typu bank, zakład
ubezpieczeń, przychodnia - spotkałam ludzi, którzy zaskoczyli mnie
swoją reakcją. Dlaczego? Bo tak patrząc na to obiektywnie -
godzina 18:50, wszystko zamknięte, światła zgaszone, a tu jakaś
nawiedzona dziewczyna (hmmm.... w sumie może kobieta? nie wiem, do
jakiego wieku można siebie nazywać dziewczyną...) wbiega do
pustego budynku (ale drzwi przecież były otwarte...). I czym to się
kończy? Oczywiście zaraz biegnie za nią stróż. No ale o to
przecież chodziło! Tak najłatwiej znaleźć odpowiednią osobę,
którą chce się wypytać o wszystko.
No
i kiedy tak tłumaczyłam się ze swojego dziwacznego czynu, oczy
tych ludzi stopniowo zmieniały wyraz ze zdziwionych, przez
zaskoczone na współczujące i chętne jakkolwiek pomóc. Największe
zaskoczenie zafundował mi pan ochroniarz z banku. Kiedy
poinformowałam go, że alarm odwołany, a dziadek odnaleziony,
napisał mi taką wiadomość:
"Niezmiernie
się cieszę, pomimo że jest to mi obca osoba. Na swój sposób się
martwiłem... Ps. Proszę go pilnować, bo każdy dziadek to skarb
:)"
Drobny
gest, a tak miły. Pan pokazał, że istnieją ludzie, którym tak po
prostu nie jest obojętne, jaki los spotyka innych. Nie wiem, co
zrobiłby dalej, nie wiem też, co sobie o mnie pomyślał. Jest mi
to obojętne, bo robiłam wtedy wszystko, co tylko zrodziło się w
mojej głowie, nie patrząc na to, że ludzie potraktują mnie jak
wariatkę. Ale napawa entuzjazmem fakt, że obce osoby są czasem w
stanie tak zwyczajnie pomóc innym, nie dla zysku, ale dlatego, że
po prostu mogą.



Komentarze
Prześlij komentarz