Crazy Yarn


Czy można zwariować na punkcie włóczki? Oczywiście, że tak!

Chociaż, jeśli ktoś od urodzenia i z charakteru jest wariatką, to chyba nie jest to w żaden sposób trudne, a wręcz można by rzec, że dzieje się to naturalnie.

Kiedy oglądam w sklepach internetowych (ale tych z prawdziwymi włóczkami) cudowne, kolorowe, melanżowe egzemplarze, które mają tak fantazyjnie zróżnicowane struktury, moje oczy muszą wyglądać jak oczy kota patrzącego na te wszystkie cudowne światełka na choince. Podczas, gdy jego umysł nakazuje mu wtedy upolować je wszystkie, mój krzyczy: „Zamawiamy! Wszystko zamawiamy!!!” Tylko, że wtedy włącza się w całą sytuację umysł (czasem pomaga mu Mąż) i on stan
owczo nakazuje spojrzeć na stan konta i natychmiast się uspokoić!

Czasem jednak coś uda się uciułać i sprowadzić trochę tego włóczkowego raju do domu. A wtedy wyczekiwanie kuriera z drogocenną przesyłką dłuży się niemiłosiernie. Zawsze można dla pocieszenia pooglądać po raz setny zdjęcia motków, które się zamówiło online. Poczytać o tych futerkach merynosów, alpak, owieczek, które nadały im swój miękki, puszysty i ciepły wkład. Ale wtedy pojawia się kolejny napad nieodpartej ochoty na dotknięcie tych cudów! A do tego niezmiennie pozostało kilka dni. Tak więc może lepiej nie oglądać, tylko zająć się czymś innym, umieszczając niecierpliwe oczekiwanie za tabunem innych myśli związanych z aktualnym procesem twórczym.

I tak mija jeden dzień (O! Zlecenie w realizacji!), drugi (O! Towar został wysłany!), trzeci… I jest! Nie no, nie paczka. SMS- „Kurier Jakub w dniu dzisiejszym podejmie próbę dostarczenia Twojej paczki”! Tak, tak, tak! Kurierze Jakubie pędź do mnie z moją paczką, z moimi WŁÓCZKAMI!

I dociera kurier Jakub, wręcza mi moją paczuchę, oczywiście wcale nie oddając jej należytego szacunku i czci. No ale on NIE WIE, co jest w środku. Jakby wiedział, na pewno chciałby wraz ze mną otworzyć karton i choć spojrzeć na te piękne wełenki!

Więc otwieram sama! Po zaciętej walce z pięcioma okrążeniami taśmy firmowej, po poszukiwaniach nożyczek, a w końcu po odnalezieniu wystarczająco „ostro” zakończonego klucza, który pokona zawziętą strukturę opakowania! Moje piękne!

Oglądając każdy motek z osobna, rodzą się w głowie pomysły, co z nich powstanie, by cieszyć oko- kolorami, skórę- miękką strukturą, a całe ciało- ciepłem. I pomysły, jak powstanie. Szydełko? Druty? Jaki wzór, by uwydatnić piękno włóczki? Ach! Najpiękniejszy moment pierwszego spotkania.


Cudowne nowe włóczki muszą teraz poczekać na swoją kolej, ale w międzyczasie powędrują do drewnianej skrzynki i będą cieszyć oko każdego dnia <3.




Komentarze

Popularne posty