Czarny Piątek – Biały Piątek



Temat aborcji nie znika ostatnio z telewizji, portali informacyjnych, a nawet z indywidualnych kont społecznościowych. Nic dziwnego, bo zagadnienie kontrowersyjne, a przede wszystkim wzbudzające ogromne emocje.

Zwolennicy i propagatorzy aborcji niejednokrotnie nie wiedzą, a raczej nie chcą się afiszować, że wiedzą, czego dokładnie dotyczą planowane zmiany w ustawie. Co jakiś czas organizują protesty, Czarne Piątki, pochody i inne wiece, by wygłaszać swoje demagogiczne hasła. Celowo nie używam słowa „argumenty”, ponieważ niewiele mają one z nimi wspólnego. Argument wg Słownika Języka Polskiego jest to «fakt lub twierdzenie przytaczane dla uzasadnienia lub obalenia jakichś tez lub decyzji», natomiast to, co słyszymy z ust protestujących, niewiele zawiera logiki i faktów.

Ciekawa jestem, jakie emocje u większości z nas wywołują transparenty z hasłami w stylu: „Jesteśmy wkurwione”, „Nie dla piekła kobiet”, „Nie chcesz aborcji? To jej sobie nie rób!”, „Brońmy kobiecej godności”, „Biskupie, trzymaj łapy we własnych majtkach”, „Martwe nie będziemy rodzić”, „Nie dla inkwizycji, nie dla PiSdzielców”, „Nie chcę być święta, jak poseł Pięta, chroń zarodek przed Kają Godek”, czy w końcu „Nasze macice, to nie kaplice”.

Dla mnie są one żenujące i jasno określają poziom osób, które je głoszą. Jestem kobietą, ale w żadnym wypadku nie mam zamiaru utożsamiać się z innymi przedstawicielkami mojej płci, które prezentują tak niski poziom swoim zachowaniem. To, że chcą one przemawiać za całą populację żeńską w Polsce jest dla mnie niedorzeczne. 

Najlepszym argumentem świadczącym o tym, że kobiety z takimi poglądami są w znaczącej mniejszości, jest fakt, iż na Czarnym Piątku w Rzeszowie zebrało się aż (uwaga, uwaga!) ok. 250 osób. Na dodatek były to nie tylko Rzeszowianki i Rzeszowianie (albowiem portale podkreślają, iż przyszły nie tylko kobiety), ale również mieszkańcy okolicznych miejscowości, w tym Mielca, Przemyśla, Dębicy, itd. Czy na miasto, w którym mieszka 180 tys. osób, plus studenci i młodzi pracujący, którzy zazwyczaj się tu nie meldują oficjalnie, to dużo??? Nawet wyliczając wedle tych danych, uczestnicy marszu to 0,1% populacji miasta. Czy taka ilość głosów ma decydować, co jest dla wszystkich najlepsze???

Do tego dochodzą te absurdalne transparenty, które sama nie wiem, co mają wnieść. Skoro osoby, które je tworzą, chcą jawić się nam, jako niezwykle oświecone, bojące się zaściankowości, która ma zostać wprowadzona do naszego kraju i przedstawiają siebie jako ekspertów z dziedziny etyki i wolności, a wyrażają siebie i swoje postulaty w takich słowach, to ja zaczynam się zastanawiać, kto i dlaczego wierzy im, że to oni mają rację. Jeśli mieliby oni być przedstawicielami naszej polskiej Inteligencji, Bohemy, czy innych przodowników zmian na lepsze, to ja dziękuję, ale wychodzę. Elokwencja tej grupy mówi chyba sama za siebie.

Niektóre hasła są jednak bardzo śmieszne, choć jest to raczej śmiech przez łzy. Np. „Nie chcesz aborcji? To jej sobie nie rób!”. Zdanie piękne, tyle w nim emocji, wolności, decydowania o sobie. Jest tylko jeden problem. Ty kobieto wyzwolona mylisz podmiot w tej sprawie! To nie Ty „robisz sobie aborcję”, tylko „robisz” tę aborcję swojemu dziecku. Więc, jaka to wolność i prawo do życia, jeśli to nie Ty, będąc „zarodkiem” w „brzuchu” Twojej matki, decydujesz czy będziesz żyć. To ona zdecyduje, bo „jej brzuch, jej sprawa”. Ale widocznie nasza nowa pseudointeligencja ma problemy z czytaniem, a nawet pisaniem ze zrozumieniem.

Drażni mnie też zarzut, że zmiany w ustawie antyaborcyjnej są podyktowane układami PIS-u z Kościołem. Pomijam to, że w Polsce nadal ok. 90% obywateli deklaruje się, jako katolicy, a równocześnie nie przeszkadza im to krytykować uwag zgodnych z nauką katolicką, bo to nie jedyna sprzeczność w tej kwestii. Drugą sprawą jest to, że ochrona życia i zdrowia jednostki jest propagowana nie tylko przez Kościół Katolicki, ale zapewnia ją Konstytucja. Czy zatem obrona życia jest jedynie wartością religijną?? Zwolennicy aborcji trochę się chyba zapędzili w kreatywnym poszukiwaniu argumentów. 

Ale pomijając aspekty prawne, które w Polsce ciągle nie zezwalają na swobodne zabijanie ludzi, zastanówmy się nad innym argumentem. Ciągle trwają kłótnie, oczywiście tylko na płaszczyźnie światopoglądowej, kiedy zaczyna się życie człowieka. Odrzucając dowody naukowe, potwierdzające, że sam moment zapłodnienia komórki jajowej jest początkiem nowej osoby, która ma już swój własny, określony genotyp, zwolennicy aborcji twierdzą, że jest to tylko „zarodek”, który przecież człowiekiem nie jest. Mają tylko poważny problem z określeniem, kiedy właściwie ten zarodek w człowieka się przemienia. Zadając im pytanie o to, zauważamy moment zagubienia, a następnie pojawia się akcja ratująca, pt. „Jak nie wiesz, co odpowiedzieć na pytanie, które Ci zadają, sam sobie zadaj inne, a potem na nie odpowiedz”. Ostatnio natknęłam się gdzieś w sieci na bardzo ciekawy argument dotyczący życia i chciałabym kiedyś usłyszeć, jak jest on odpierany, a brzmi następująco: „Dlaczego bakteria jest uznawana za życie na Marsie, podczas gdy bicie serca przed narodzeniem nie jest uznawane za życie na ziemi?”

No i jeszcze moje jedno przemyślenie. Jeśli ktoś jednak uznaje, że kobieta w ciąży nosi pod sercem żywego człowieka, a nadal walczy o prawo do wykonania aborcji, np. w przypadku wykrycia wad genetycznych w badaniach prenatalnych (a jest to jeden z głównych argumentów osób protestujących wobec zmian w ustawie), to ja się pytam: dlaczego nie możemy wprowadzić w życie rozszerzonej aborcji? Np. do 18-tego roku życia dziecka, do kiedy rodzic ma obowiązek to dziecko utrzymywać. Oczywiście tylko, jeśli rodzice tej późnej aborcji by chcieli. No bo jaka to humanitarność patrzeć na powolną śmierć dziecka, które w wieku 10 lat zachorowało na raka? Przecież lepiej ukrócić to straszne cierpienie rodziców, którzy musieliby znosić widok chorego dziecka, wydawać pieniądze na leczenie, marnować swój wolny czas na odwiedzanie przychodni i szpitali. Nikt nie myśli o tych biednych matkach i ojcach! Dajmy im wolny wybór!

Czy to nie bezsensowne, że te same osoby, które walczą o prawo do zabijania dzieci, walczą też o dofinansowania dla in vitro? Chociaż bezsensowne może nie… Dzisiejszy człowiek chce po prostu tupnąć nogą i mieć to, czego chce. Natychmiast!

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty