I żebyś tracąc mnie wiedział, że tracisz wszystko!



Ona temu winna...

Ciąg dalszy tematów dziwnych.

Czy zdradzona kobieta jest sama sobie winna? Może odpowiedź nieco kontrowersyjna, ale wg mnie tak. Zanim narośnie oburzenie na takie słowa, wyjaśniam! Nie chodzi o tłumaczenie, że zdradzający facet taki po prostu jest, że żadna wina w nim nie tkwi, że taka jego natura. Raczej chodzi o wskazanie, że czasem kobiety same, podświadomie i niecelowo, dążą do tego, by pchnąć mężczyznę do romansu.

To, że płeć żeńska może mieć wpływ na relację ze swoim partnerem, jest dla mnie naturalne, więc konsekwencją tego jest współodpowiedzialność za formę i jakość tego związku. Uznawanie faceta za sort, w którego naturze zdrada i poszukiwanie przygód po prostu leży i się panoszy, jest dla mnie zniżaniem go do poziomu bezrozumnej istoty. Taki mężczyzna nie miałby żadnej decyzyjności, ani panowania nad swoimi zachowaniami, a takiego postrzegania siebie chyba nawet mężczyźni by nie chcieli. Osobiście wolę uważać, że męska część naszego gatunku jest obdarzona świadomością, a co za tym idzie, jest w stanie decydować, jak chce postępować i jaki kodeks wartości obrać.


W co grają ludzie?

Tak czy tak, samoświadomość mężczyzny istnieje niestety obok jego natury. A ta już niekoniecznie jest taka logiczna. Każda relacja międzyludzka, nawet ta między żoną a mężem, dziewczyną a chłopakiem, kochanką a kochankiem, jest pewnego rodzaju grą aktorską. Nie, nie będzie teraz wywodu socjologicznego na temat ról społecznych, które odgrywamy wszyscy, to już zostało opisane w podręcznikach. Będzie za to wyrażenie zdziwienia w temacie moich obserwacji, jak często wszyscy takie role odgrywamy w naszych różnych aspektach życia. W różnym natężeniu oczywiście. Czasem zastanawia mnie, że obserwuję w świecie ludzi, którzy wydają się być ogólnie zaradni życiowo, teoretycznie inteligentni, wykształceni, zajmują wysokie, a przynajmniej odpowiedzialne stanowiska, a w aspekcie relacji rodzic-dziecko, czy mąż-żona, są kukiełkami, sterowanymi na zasadzie emocji i zależności „bodziec-reakcja”. Zauważam to szczególnie w pokoleniu starszym niż moje. Być może powodem są różnice w kształceniu, wychowaniu, podejściu do relacji rodzinnych i małżeńskich. Nie znaczy to, że ja jestem od tego wolna. Zdarza się, że i u siebie zauważam, jak często jestem podatna na gry międzyludzkie, czy jak często ja je stosuję nieświadomie - do momentu, kiedy się na tym złapię przez przypadek. Skoro więc, wiedząc o takim stanie rzeczy, ciągle tak postępuję i się temu poddaję, co dopiero ludzie, którzy nigdy się nad tym nie zastanawiali, albo w ogóle o tym nie słyszeli.

No ale wróćmy do tematu, bo jak na razie dygresja goni dygresję.


Zdrada- czyli jak to się mogło stać?

No zwyczajnie, tak jak zwykle, czyli krok po kroku. Nigdy nic się nie dzieje nagle. Jeśli żyjesz wartościami, które sobie ustaliłeś nie wyłamiesz się z nich od razu. Ale jeśli będziesz przekraczał kolejne etapy powoli, w końcu może się okazać, że właśnie zrobiłeś coś, czego w życiu miałeś nie zrobić.

Wróćmy teraz do natury męskiej. Mężczyzna jest drapieżnikiem. Nie, nie - nie mam na myśli, że ma się nad swoją kobietą pastwić, jak w pierwotnym świecie nad zwierzyną, czy zaciągać ją za włosy do swojej jaskini. Chodzi mi raczej o to, że mąż powinien uznawać swoją żonę za nieustająco atrakcyjny obiekt, godny poświęceń, zdobywania, dbania o uwagę i starania się. Czy jest to wykonalne po długich latach życia ze sobą? Nie wiem. Żyję ze swoim mężem ponad 10 lat i w tym momencie moje doświadczenie wskazuje, że tak, ale jest to trudne i wymaga ciągłych starań z obu stron. Co będzie później, przekonam się z biegiem lat na własnej skórze.

Pomyślmy teraz o standardowej sytuacji, często spotykanej w wieloletnich związkach. Kiedy kobieta przyjmuje rolę zrzędy, suszącej ciągle mężowi głowę, kiedy staje się jego służącą, ciągle na niego narzeka, wypomina brak zainteresowania nią, podczas gdy ona sama zapomina, że też powinna się zainteresować jego światem- czy ma szansę pozostać obiektem, który mężczyznę pociąga i intryguje?

Sytuacja z cyklu mniej groźnych kończy się tym, że ona - w telegraficznym skrócie - zrzędzi, a on - żyje obok w swoim świecie, wyciszając aparat słuchowy.

Ale co w momencie, kiedy on jest nauczony władczości, egocentryzmu, prawa do swoich pragnień i żądz, a zaczyna mieć u swego boku kobietę, która stała się dla niego bezpłciowa? Która jest na każde jego zawołanie i o którą nie musi się starać, bo ona po prostu jest? Siłą rzeczy nie stanowi ona w jego życiu interesującego obiektu. Szuka zatem przygód gdzie indziej.


Szok kulturowy

Chociaż dla mnie taka sytuacja jest niewyobrażalna, to moje wieloletnie obserwowanie świata pokazuje, że się zdarza. Nieustannie patrzę na takie przykłady, jak na dziwaczne wytwory chorych artystów w niektórych książkach czy filmach, ale potem zdaję sobie sprawę, że to, co widzę dzieje się w prawdziwym życiu. I to zaczyna mnie przerażać.

Zastanawia mnie czasami, czym jest podyktowane to, że niektóre kobiety tak po prostu podporządkowują się mężczyźnie, który jest obleśnym bucem z totalnym i żałosnym brakiem wyczucia. Czy to jest kwestia wychowania, wpajanych od dziecka zasad, obserwowanych wzorców? Czy może bardziej tego, że jeszcze w pokoleniu moich rodziców nikt nie mówił o związkach partnerskich, o komunikacji damsko-męskiej, o wzajemnym szacunku? Kursy komunikacji małżeńskiej, czy równy podział zadań w gospodarstwie domowym to zupełna nowość. Może teraz otwierają się oczy młodym parom, które uczą się, że związek mężczyzny i kobiety może opierać się na równości, szacunku, miłości, partnerstwie i szczerości.

Osobiście nie rozumiem, jak można dopuścić w ogóle do tego, by mężczyzna poniżał swoją partnerkę. Dla mnie taka sytuacja jest przede wszystkim oznaką braku szacunku dla samej siebie i braku wiary we własną wartość. Mój mąż wie, że jeśli jemu kiedyś tak odbije, po prostu nie przetrwa żywy kolejnego dnia ;) A tak na poważnie - jeśli sama kobieta nie wierzy, że należy jej się szacunek, miłość, czułość i nie wierzy, że jest ciekawą osobą, i nie mówię tu tylko o atrakcyjnym wyglądzie zewnętrznym, to jak mężczyzna ma w to uwierzyć?

Tak więc drogie Panie - albo pozbywacie się kompleksów i zaczynacie wierzyć w swoje piękno, urok osobisty i swą nietuzinkowość, albo pozostaje Wam liczyć, że otrzymacie od losu Mężczyznę Idealnego, który w trakcie krwawego, kłótliwego, pełnego miłości i namiętności związku, pokaże Wam, że kobieta nie musi być bez skazy, by być dla niego ideałem, który będzie ubóstwiał każdego dnia <3.

Komentarze

Popularne posty