Ty i ja - teatry to są dwa
Kobieta
i mężczyzna.
Dwa
różne światy.
To
chyba taki żart Stwórcy, że na tyle pragną siebie, iż decydują
się na wspólne życie.
Dwie
połówki jabłka?
Porównanie
mężczyzny i kobiety do dwóch połówek jabłka to chyba jedna z
najbardziej nietrafionych metafor życiowych. Dwie połówki jabłka
są praktycznie takie same, różnią się drobiazgami, ale każda z
nich ma te same właściwości, strukturę, przeznaczenie. Nijak się
to ma do różnic płci. Lepszym porównaniem byłaby gorzka
czekolada z pomarańczą. Dwa skrajnie różne smaki, a jednak
idealnie dopasowane, uzupełniające się nawzajem. Gorzkie kakao i
kremowa konsystencja czekolady, a do tego słodycz, świeżość i
rześkość pomarańczy. Dwa światy, które przenikając się
nawzajem, tworzą zupełnie nową jakość, o ileż cudowniejszą niż
każdy z osobna.
Mężczyzna
i kobieta nie są tacy sami, więc generalnie nie mogą do siebie
pasować w sposób, w który tworzyliby idealną całość, jak
połówki jabłka. Czy jednak połączenie silnego, praktycznego,
zaradnego, pragmatycznego mężczyzny i delikatnej, emocjonalnej,
uczuciowej, empatycznej kobiety nie może być cudowne? Niczym gorzka
czekolada i pomarańcza?
Tyle,
że nawet jeśli takie połączenie ma potencjał do bycia idealnym,
to nie zawsze jest to po pierwsze łatwe, po drugie nie bierze się
samo z siebie.
Status związku: To skomplikowane
Na
czym polega trud budowania relacji damsko-męskich? Przede wszystkim
na tym, że najpierw trzeba odkryć, że różnice między światem
męskim i kobiecym istnieją, po drugie, na czym one polegają i po
trzecie, jak z tym żyć.
Samo
odkrywanie różnic nie następuje nigdy raz na zawsze, każdy dzień
wspólnego życia może przynieść nowe zaskakujące opcje.
Ona
- obrażalska, czepia się go o ważne sprawy (wg niej)/ pierdoły
(wg niego). On wyrzuca jej coś w stylu „Czego Ty ode mnie chcesz?
Nie zdradzam Cię? Nie biję Cię? To o co Ci w ogóle chodzi??”
I
tak mężczyzna nie ma pojęcia, co jest powodem takiego zachowania
kobiety. Jest przekonany, że nie zrobił niczego złego, więc nie
wie, z jakiego powodu padają w jego stronę zarzuty. Przecież nie
popełnił żadnej „zbrodni” przeciwko niej.
A
o co tak naprawdę chodzi jej? A no o to, że ona chciałaby czegoś
więcej, by okazywał jej, że ją kocha, by ją przytulał, by
każdego dnia pokazywał jej, że jest jego ukochaną, jedyną i
najważniejszą kobietą.
Nie
chodzi tu o to, że ona nie docenia tego, że on jest jej wierny, że
jest emocjonalną ostoją ich związku, że wszystko, co robi, robi
dla niej. Chodzi tylko o takie drobne bzdury, jak przytulenie, kiedy
ona zmywa naczynia, o namiętny pocałunek, gdy oglądają razem
film, o muśnięcie jej piersi, kiedy ona robi herbatę, a on wpada
po coś do kuchni. Kobieta chce się czuć przy swoim mężczyźnie
wyjątkowo.
Z nami będzie inaczej!
Kiedy
dwoje ludzi odkrywa wzajemne zauroczenie i wkracza na wspólną drogę
pojawia się przekonanie, że nigdy nic się nie zmieni. Nawet nie,
że samo z siebie będzie dobrze, ale że na pewno oboje będą się
przecież starać i nigdy nie przestaną. Więc na pewno zawsze
będzie dobrze.
Jednak
po jakimś czasie okazuje się, że nie jest już tak, jak było na
początku. I to nie chodzi o to, że już się nie kochają. Bo
pewnie kochają się na swój sposób. To nie chodzi też o to, że
już nie chcą żyć ze sobą. Problemem jest raczej to, że
przestali starać się rozumieć tę drugą stronę. Tak naprawdę
rozumieć. Przestali być dla siebie centrum wszechświata.
Po
pewnym czasie związku ta druga osoba po prostu jest. Przecież znają
się jak przysłowiowe łyse konie, wiedzą o sobie wszystko. Ona
wie, że on lubi mieć święty spokój, że jak ma coś zrobić,
zabiera się do tego długie miesiące, że każdą firmową rozmowę,
kiedy coś ustali, kończy słowami „oki, doki”. On wie, że ona
musi mieć na każdy moment zakontraktowany powód do stresowania
się, że jak idą na spacer i napatoczy się Bogu ducha winny kot,
to ona na niego na pewno „zakicia” i będzie chciała zmolestować
go swoją nieograniczoną kotofilią. I tak dalej.
I
tak oto, przez to wszystko, co razem przeszli, oddalili się od
siebie. Czy to w ogóle możliwe? Możliwe właśnie przez to, że
tak dobrze się znają, że zapominają o tym, żeby poznawać swoje
światy na nowo każdego dnia.
Czy
istnieje zatem recepta na udany związek?
Jedna
uniwersalna na pewno nie…
Najtrudniejsze
jest chyba przyznanie, że coś jest nie tak, ale bez wzajemnego
oskarżania się, przerzucania odpowiedzialności na siebie nawzajem.
Ważne, by podjąć decyzję „Chcę coś z tym zrobić”.
Nieważne, że on/ona też jest temu winny/-a. Jest. Ale co z tego?
Czy to coś zmienia? Zmienić może tylko pierwszy krok ku naprawie
relacji. Ta druga osoba na pewno to doceni. Jeśli zamiast kolejnych
pretensji, usłyszy „Dziękuję, za to, że pojechałeś na
przegląd z samochodem”, albo „Dziękuję, że tak pięknie tu
posprzątałaś”, będzie to nowa kwestia w standardowym
scenariuszu, która z pewnością zmusi do zatrzymania się. A każdy
miły gest ma dużą szansę być odpłacony tym samym.



Komentarze
Prześlij komentarz